Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1911 postów 27 komentarzy

Wróg ustroju

Leszek Szymowski - Niezależny dziennikarz śledczy. A poza tym osoba najbardziej znienawidzona przez polityczną poprawność: katolik, biały, mężczyzna, heteroseksualny, kierowca, przedsiębiorca. leszek.szymowski@gmail.com

Czego się boi Zbigniew Ziobro?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W Sądzie Okręgowym w Łodzi zaczął się właśnie proces, który mnie i wydawcy tygodnika "Angora" wytoczył Zbigniew Ziobro. Proces zapowiada się bardzo ciekawie.

Sprawa ma sygnaturę II C 458/13. Ziobro domaga się od nas przeprosin i wysokiego zadośćuczynienia finansowego za artykuł z 2011 roku (zwlekał ze złożeniem pozwu ponad półtora roku). Sprawa nie spędza mi snu z powiek, bo nie jest to już pierwszy raz, kiedy za swoje publikacje jestem ciągany po sądach. Na szczęście ani raz jeszcze nie zapadł wyrok prawomocny nakazujący mi przeprosiny. Jedyny wyrok, w którym Sąd Okregowy w Warszawie nakazał mi przeprosiny, został rok później uchylony przez Sąd Apelacyjny (poza tym, ze wszystkich spraw przeciwko mnie wychodziłem zwycięsko). Nie jest to też pierwsze moje sądowe zetknięcie z byłym ministrem sprawiedliwości, do którego przez nasze wieloletnie prawno - dziennikarskie perypetie zdążyłem już nabrać pewnej słabości. Trochę więcej jak rok temu z dzisiejszym liderem Solidarnej Polski miałem okazję spotkać się w Sądzie w okolicznościach, o których marzył. On przyszedł jako oskarżyciel prywatny, ja przyszedłem jako oskarżony. Chodziło o artykuł 212 czyli zniesławienie za pomocą środka masowego przekazu. Dziwiłem się, że Ziobro skorzystał z artykułu, który jego opcja polityczna obiecywała znieść, no ale przecież "verba volant" - słowa są ulotne, a obietnice polityków szczególnie. Pochlebiło mi trochę, że na sprawę ze mną Ziobro - lider partii i europoseł - pofatygował sie osobiście. Krewni żartowali, że muszę być niezłą figurą, że ów człek pojawia się osobiście. Po 40 minutach rozprawy, warszawski sąd nie podzielił argumentów mego oponenta i uznał, że przestępstwa zniesławienia nie popełniłem. To zdanie podzielił sąd odwoławczy i prywaty akt oskarżenia pana ZZ trafił do sądowego archiwum. Ale na tym sprawa sie nie skończyła. Minęło kilka tygodni i Ziobro złożył pozew cywilny tym razem przeciwko mnie i redakcji. I tak oto, po roku od pierwszego starcia z liderem SP, sprawa miała ruszyć w innym sądzie. Ziobro osobiście nie przyszedł. Reprezentował go adwokat Bogusław Kosmus z Gdańska - człowiek wyjątkowo sympatyczny i z poczuciem humoru. Rozmawiało nam się przyjemnie i na sali sądowej i przed nią. Obiecał pozdrowić ode mnie swojego Mandanta, mam nadzieję, że to zrobił. Ale ad rem:

Artykuł, który jest przedmiotem sprawy, miał tytuł "Tajne afery Ziobry" i przedstawiał stan ustaleń śledztwa Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie w sprawie funkcjonowania w Polsce tajnych więzień CIA. W artykule pisałem, że prokuratura szykuje dla Ziobry zarzut niedopełnienia obowiązku służbowego w związku z funkcjonowaniem w Polsce więzień CIA. Co ma Ziobro do tajnych więzień? Otóż trochę ma. W grudniu 2005 szef komisji ds służb specjalnych Roman Giertych - po przesłuchaniu oficerów polskiego wywiadu - doszedł do wniosku, że te więzienia są i zawiadomił dwukrotnie Prokuratora Generalnego, którym - pech chciał - był akurat Ziobro. I... sprawa stanęła. Ziobro - jeśli wierzyć Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie - nie nadał sprawie biegu czyli nie skierował jej do wyjaśnienia do wybranej prokuratury. Zawiadomienie Giertycha odnaleźli dopiero jesienią 2007 roku ludzie PO i sprawie nadali bieg. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie doszła do wniosku, że mamy do czynienia z podejrzeniem przestępstwa niedopełnienia obowiązków służbowych. Z tym właśnie zarzutem pan Ziobro miał usiąść tam, gdzie wielu chciałoby go widzieć - na ławie oskarżonych. Ale nie usiadł. Wiosną 2011 roku sprawę zabrano z Warszawy i przeniesiono do Krakowa. Tam sprawa umiera śmiercią naturalną.

Artykuł trafił w "Angorze" na "jedynkę". Trudno go było nie zauważyć, biorąc pod uwagę nakład "Angory" (wówczas ponad 500 tysięcy egzemplarzy) i jej poczytność (ok. 1,4 mln czytelników). Artykuł wprawił w konsternację tą część sceny politycznej uznawanej za "prawą". Konsternacja była mniejsza, gdy okazało się (bardzo szybko), że inna prokuratura - tym razem gdańska - wszczęła śledztwo w sprawie ujawnienia przeze mnie w tym artykule informacji stanowiących tajemnicę państwową. Logika więc wskazywała, że miałem rację i że to, co napisałem to prawda. Notowania Ziobry w PiS-ie były już kiepskie, nikt nie chciał za niego umierać. Minęło parę miesięcy i Ziobro przestał być w PiS-ie, więc ewentualne rozterki się skończyły.

Dziś mamy rok 2013. Ziobro walczy ze mną i z moim wydawcą w sądzie. Walczy zresztą w sposób trudny do zrozumienia. W odpowiedzi na pozew, złożyliśmy wniosek dowodowy, zawierający wniosek o przesłuchanie kilkunastu świadków i dołączenie kilkunastu dokumentów potwierdzających treść mojego artykułu. Strona Pozwana wniosła jednak o ich oddalenie, bo "świadkowie są z daleka i mogą nie przyjechać, tym bardziej, że część z nich to politycy". I dlatego, że "śledztwo w tej sprawie jest tajne". Jednym słowem: przyłożyć tym pozwanym wyrok bez realizowania wniosków dowodowych. Jak to było w ZSRR? Jeśli fakty są przeciw nam tym gorzej dla faktów? A może chodzi o to, żeby nie dopuścić do przesłuchania "naszych" świadków, którzy mają wiedzę potwierdzającą to, co napisałem w artykule.

A może chodzi o coś jeszcze? Po wyroku warszawskiego sądu, który stwierdził, że nie popełniłem przestępstwa, Ziobro twierdził, że jednak przestępstwo popełniłem. Jego skandaliczne wypowiedzi na mój temat cytowały też portale internetowe. Pomyślałem więc, że prawem rewanżu pozwę Ziobrę. O to samo, czyli o naruszenie dóbr osobistych. I takie powództwo wzajemne złożyłem, a Sąd je przyjął. Tak więc i ja i Ziobro jesteśmy w tej sprawie pozwanymi i powodami. Ciekawy casus prawny. Ziobro chce wykazać, że ja kłamałem. Ja chcę wykazać, że on kłamał. Któryś z nas będzie musiał przegrać.

Dlaczego się cieszę z tego procesu? Bo chcę zadać Ziobrze parę pytań. Pytań niewygodnych. Pytania zadawałem mu już wielokrotnie, zdarzało sie, że dostawałem odpowiedzi. Ponieważ nabrałem wątpliwości co do prawdziwości tych odpowiedzi, będę chciał pytania ponowić i w Sądzie Okręgowym w Łodzi będę miał do tego okazję. Ziobro będzie odpowiadał pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Dlatego właśnie tak czekam co mi odpowie. A pytał będę nie tylko o tajne więzienia CIA. I Ziobro sobie z tego zdaje sprawę. I chyba dlatego tak mu zależy, aby w sprawie nie prowadzić postępowania dowodowego.

 

 

KOMENTARZE

  • a te więzienia to jakiś problem?
    słyszałem, że w NATO jesteśmy i mamy w USA sojusznika? Nie?
  • Boi si?
    Ziobro nie jest bohaterem z mojej bajki ! Nie sadze jednak, by sie czegokolwiek bal, a juz z pewnoscia nie ciebie. Walczy z lajdactwem, ale ty tego nie zrozumiesz. Zalosne sa te twoje wypociny......Tutaj jednak pasuja!
  • Warto wiedzieć...
    W potyczkach prawnych z Ziobrą warto mieć w zanadrzu różne chwyty. Jednym z nich mogą być kwalifikacje prawne niektórych jego zachowań w trakcie funkcjonowania "komisji Rywina".
    Przesłuchując niektórych świadków usiłował nakłonić ich do publicznego formułowania opinii, poglądów i t.p. niekorzystnych dla Rywina. Spotkawszy się z odmową groził tym świadkom odpowiedzialnością sądową, co można traktować jako formę psychicznego znęcania się.

    Zgodnie z art. 188 KPK świadek ma mówić prawdę. Opinie, poglądy czy sądy o zdarzeniu są obarczone subiektywizmem świadka, zatem nie spełniają wymogu obiektywnej prawdy.
    Próby przymuszania świadka groźbą do takich zachowań w czasie przesłuchania są kwalifikowane przez KK w art. 246 jako m. in. psychiczne znęcanie się.
    -------------
    Kodeks Karny, Art. 246.
    Funkcjonariusz publiczny lub ten, który działając na jego polecenie w celu uzyskania określonych zeznań, wyjaśnień, informacji lub oświadczenia stosuje przemoc, groźbę bezprawną lub w inny sposób znęca się fizycznie lub psychicznie nad inną osobą, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
    ------------
    Oczywiście przed sięgnięciem do tego typu narzędzi prawnych należy rzecz skonsultować z prawnikiem.

    Mimo upływu ok. 10 lat ew. odpowiedzialność Ziobry nie uległa przedawnieniu; bieg przedawnienia w jego przypadku liczy się od ustania ochrony, która wynika z immunitetu parlamentarnego. Od tamtego czasu Ziobro jest ciągle pod jego ochroną.

    Postępowanie przygotowawcze można uruchomić bez konsekwencji prawnych, jeśli zrobi się to - po ustaniu immunitetu - w trybie art. 304 par. 1 KPK (społeczny obowiązek).

    P.S. Dowody rzeczowe z dokumentów dot. "komisji Rywina" są w archiwaliach Sejmu.
  • Pan Ziobro
    to jeden z największych szkodników ostatnich lat. Ale to tylko narzędzie. Mocodawcy są gorsi.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031