Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1912 postów 27 komentarzy

Wróg ustroju

Leszek Szymowski - Niezależny dziennikarz śledczy. A poza tym osoba najbardziej znienawidzona przez polityczną poprawność: katolik, biały, mężczyzna, heteroseksualny, kierowca, przedsiębiorca. leszek.szymowski@gmail.com

Zaszczuty

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Burmistrz Nowego Stawu już 7 rok sądzony jest za korupcję. Prokuratora nie ma dowodów winy, ale się nie poddaje.

 

Mieszkańcom Pomorza ta sprawa była przedstawiana jako przykład patologii i wielkiej afery korupcyjnej. Dla zwykłego człowieka to też przykład patologii, ale w wykonaniu prokuratur i sądów. Oto 7 lat temu prokuratura oskarżyła burmistrza gminy Nowy Staw (województwo pomorskie) 58-letniego dziś Jerzego Szałacha (wyraził zgodę na podawanie nazwiska), że przyjął 5 tys. zł łapówki. Jedynym dowodem, który ma przeciwko niemu prokuratora to zeznania jego byłego pracownika złożone 5 lat po rzekomej korupcji. Na dodatek burmistrz Szałach odwołał niedługo wcześniej z ważnego stanowiska żonę swojego oskarżyciela, a z nim samym zakończył współpracę w atmosferze niezgody. Jakby tego było mało, w sprawie występują prokuratorzy osobiście skonfliktowani z burmistrzem. W takiej sytuacji proces powinien się szybko skończyć. Nic bardziej mylnego. Sprawa trwa już 7 rok i końca nie widać. Dla porównania: mafię pruszkowską sądzono trzy lata, zleceniodawców zabójstwa Marka Papały trzy i pół, porywaczy Krzysztofa Olewnika – rok.

Tajemnica jednej rozmowy

Razem z burmistrzem na ławie oskarżonych zasiadł Józef Michalewicz (wyraził zgodę na podawanie nazwiska) - emerytowany przedsiębiorca, który według prokuratury miał wręczyć feralną łapówkę. Problem w tym, że nie wiadomo za co miała być ta łapówka. Ale po kolei: W 2006 r. w Gminie Nowy Staw odbywał się przetarg na dostawę opału do gminnej kotłowni. Przetarg wygrała Gminna Spółdzielnia Samopomoc Chłopska, której prezesem był Józef Michalewicz. Wynik nie mógł być inny, bo spółdzielnia była jedynym podmiotem, który zgłosił się do przetargu. Samopomoc dostarczała więc opał do gminy, a konkretnie do instytucji o nazwie Administracja Domów Mieszkalnych, która podlegała burmistrzowi. ADM z kolei dostarczał ciepło bezpośrednio mieszkańcom gminy. Pięć lat później dyrektor ADM, Mirosław M. (prosił, by nie ujawniać pełnego nazwiska), nagle zgłosił się na policję i zeznał, że za rozstrzygniecie tego przetargu, burmistrz przyjął łapówkę w wysokości 5 tys. złotych. Mirosław M. był już wówczas skłócony ze swoim szefem. Z ukrycia nagrywał to, co działo się w urzędzie. Do prokuratury przyniósł nagrania swoich rozmów z burmistrzem. Odsłuchaliśmy je. Nie ma tam ani słowa o łapówce. Obaj rozmawiali o drobnostkach. Na czym więc oparto zarzut? Tylko na zeznaniach samego Mirosława M. – W trakcie rozmowy Michalewicz wyciągnął plik pieniędzy i podał mi a następnie wskazał palcem na górę, co oznaczało, że mam te pieniądze zanieść burmistrzowi – czytamy w protokole przesłuchania Mirosława M. - Zarówno Michalewicz jak i Szałach podejrzewali, że w gabinecie może być założony podsłuch, dlatego takie sprawy załatwiano bez słów.

Lokalna vendetta

 Cała sprawa wygląda nie na wielką aferę samorządową ale na zwykłe, sąsiedzkie porachunki. Sprawca całego zamieszenia, 53-letni dziś Mirosław M. to kluczowa postać w całej sprawie. Z Szałachem poznali się w latach 90. Potem, gdy burmistrz po raz pierwszy wygrał wybory, powierzył mu stanowisko szefa ADM-u. Współpraca zakończyła się w 2010 roku. Później M. poszedł do prokuratury złożyć zeznania oskarżające byłego szefa, iż 5 lat wcześniej, czyli w 2006 roku przyjął łapówkę. - Rozstałem się z podwładnym, nie będąc zadowolonym z jego pracy, do której zastrzeżenia składały także organy gminy. .Powiedział wtedy, że mnie „załatwi” – napisał nam Szałach. Burmistrz mówi, że po odejściu z pracy M. szantażował go nagraniami. – Złożyłem w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury – mówi. – Sprawy nie wszczęto. – Znałem Szałacha przez lata więc miałem pełną wiedzę o jego ciemnych sprawkach – twierdzi z kolei Mirosław M. M. nie unika dziennikarzy. Spotkaliśmy się wielokrotnie w jego gabinecie w spółdzielni mieszkaniowej w Nowym Dworze Gdańskim, której jest szefem. Swoje działanie motywuje tym, że nie mógł już dłużej patrzeć jak burmistrz zamienia gminę w swój prywatny folwark i bezprawnie wzbogaca się na nim. W rozmowie z nami Mirosław M. nie ukrywa, że konflikt między nimi zaczął się w 2011 roku, gdy burmistrz Szałach odwołał ze stanowiska jego żonę, zatrudnioną jako dyrektorkę szkoły. – Od kontrolera z kuratorium oświaty dowiedziałem się, że pani M. jako dyrektor szkoły, zatrudniła na dobrej posadzie swoją krewną, nie konsultując tego z nikim, także ze mną czyli burmistrzem. Gdybym wówczas nie zareagował, sam mógłbym odpowiadać karnie za tolerowanie nepotyzmu – odpowiada Szałach. Śledztwo przeciwko Szałachowi prowadziła koleżanka pani prokurator, która prywatnie jest dobrą znajomą Mirosława M. Od lat są na „ty”. Sam M. zatrudnia w swojej spółdzielni bliską przyjaciółkę pani prokurator. Ale to nie wszystko. W 2012 roku w Prokuraturze w Malborku zarzut korupcyjny usłyszał sam Mirosław M. Prokuratura umorzyła ten zarzut po tym, jak M. obciążył zeznaniami burmistrza. Przed postawieniem komukolwiek zarzutu w gdańskiej prokuraturze odbyło się spotkanie śledczych z M. a udział w nim brała udział prokurator z Malborka – sąsiadka zza biurka autorki aktu oskarżenia. Także ona jest prywatnie dobrą znajomą Mirosława M. To o tyle istotne, że ta właśnie prokurator od lat skonfliktowana jest z Szałachem (burmistrz wcześniej napisał na nią kilka skarg i wnioskował o odsuniecie od spraw dotyczących jego osoby). Ani jedna ani druga prokurator nie zgodziły się na rozmowę.

Od sądu do sądu

Mirosław M. z pasją opowiada o przestępstwach, których miał się dopuścić Jerzy Szałach: zatajanie dochodów, podawanie nieprawdy w dokumentach urzędowych, ustawianie przetargów, łapówkarstwo, załatwianie intratnych kontraktów gminnych znajomym. Co się stało z protokołami jego zeznań, w których to wszystko ujawnił? Z informacji przekazanych nam przez prokurator Grażynę Waryniuk - rzeczniczkę Prokuratury Okręgowej w Gdańsku – wynika, że po zeznaniach Mirosława M. w malborskiej prokuraturze wszczęto jeszcze cztery śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień przez burmistrza gminy Nowy Staw. Wszystkie zostały prawomocnie umorzone z powodu niepopełnienia przestępstwa. Dlaczego zatem w piątej sprawie skierowano akt oskarżenia, choć zarzut opiera się na relacji tej samej osoby prywatnie skonfliktowanej z urzędnikiem? - Nie byłem jedynym świadkiem oskarżenia, przesłuchano jeszcze inne osoby – twierdzi Mirosław M. Sprawdziliśmy, to prawda, tyle tylko, że wszyscy zeznawali, że informacje o nieprawidłowościach w urzędzie gminy uzyskali od… Mirosława M.

Jeśli wierzyć w wersję prokuratury to historia wygląda tak: Jerzy Szałach miał wziąć łapówkę za rozstrzygnięcie przetargu, do którego stanęła tylko jedna firma i mógł wybrać tylko ją. Kwota łapówki została oszacowana po grubości pliku z banknotami na 5 tysięcy złotych czyli trochę więcej niż połowa jego miesięcznej pensji. Szałach miał więc ryzykować 8 lat więzienia i całą karierę dla połowy swojej pensji. Zarzut oparto na zeznaniach człowieka, który mścił się za zwolnienie z pracy żony i który sam wcześniej domagał się pieniędzy, a który pozostaje w bliskich relacjach z prokuratorami pracującymi w prokuraturze oskarżającej Szałacha. Dowodem przestępstwa jest nagranie rozmowy korupcyjnej, na którym nie ma żadnego śladu łapówki.

Pierwszy proces skończył się w 2014 roku uniewinnieniem burmistrza. Sędzia uznał, że „zgromadzony w sprawie materiał dowodowy nie daje podstaw do przyjęcia, że oskarżony popełnił zarzucany mu czyn”. Uzasadnienia słuchało kilkunastu lokalnych dziennikarzy. Przed wyrokiem, burmistrz biegał po gminie i pożyczał pieniądze – mówi Mirosław M. – Szukał dojścia do sędziego, aby kupić sobie korzystny wyrok. Dowodów na tą tezę brak.

Prokuratura złożyła apelację. W 2015 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku przychylił się do jej stanowiska, wyrok anulował i nakazał ponownie rozpoznać sprawę. Drugi proces trwał ponad dwa lata i zakończył się 10 stycznia 2018 r. Tym razem malborski sąd uznał Szałacha za winnego ale nie wzięcia łapówki tylko przekroczenia uprawnień i wymierzył mu karę: 2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 lata, zakaz pełnienia funkcji publicznych przez 3 lata i grzywna 10 tysięcy złotych. Sędzia wydał taki wyrok – choć – jak podkreślił, „materiał dowodowy nie uprawdopodobnia zarzutu przyjęcia łapówki a wiarygodność zeznań głównego świadka budzi poważne wątpliwości” Tym razem to obrona złożyła apelację.

W piątek, 27 kwietnia 2018 r. sprawą zajął się trzyosobowy skład Sądu Okręgowego w Gdańsku. Po 45 minutach rozprawy sąd przyznał rację obronie, uwzględnił apelację, nieprawomocny wyrok uchylił i nakazał zwrócić proces do pierwszej instancji. Uzasadnienie orzeczenia nie pozostawia suchej nitki ani na prokuraturze ani na sądzie w Malborku.

Sprawa burmistrza we wrześniu ruszy po raz trzeci. – Mam nadzieję, że proces skończy się prawomocnym uniewinnieniem zanim nastąpi przedawnienie – mówi Szałach. W nadchodzących wyborach samorządowych będzie kandydował po raz piąty na burmistrza Nowego Stawu. Jest jednym z najdłużej urzędujących burmistrzów w Polsce. - Spośród czterech kadencji, przez trzy chadzam do sądu tłumaczyć się z pomówień, a mimo to wybory wygrywam coraz większą liczbą głosów – podkreśla. – Zaufanie mieszkańców jest najlepszym dowodem mojej wiarygodności i uczciwości - podsumowuje. Wyrok skazujący Szałacha otworzyłby drogę do ratusza jego konkurentowi. Ten, w rozmowie z nami przyznał, że dobrze płatną posadę dyrektora ADM obiecał znów… Mirosławowi M.

 

 PS. Śledztwo w tej sprawie i procesy kosztowały polskiego podatnika ponad 100 tysięcy złotych.

 

KOMENTARZE

  • Kopmpletna
    bezkarność sędziów i prokuratury.
  • A za co ta łapówka
    jak był tylko jeden oferent? Jeden świadek, żaden świadek tym bardziej, że miał powody do złości. Może go psycholog by zdiagnozował? A sędziowie i prokuratorzy to też ludzie. Biorą pieniądze to muszą pracować. I pracują raz lepiej raz gorzej. Nie będą oskarżać i sądzić afer, bo to niepoprawne politycznie. Sami widzą kpiny komisji sejmowej Amber Gold, która bierze haracz za przedstawienia dla Polaków i nic z tego nie wynika.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930